poniedziałek, 13 lipca 2015
Rozdział 4: Burze słyszalne na krańcach zamku
Harry czuł się, jakby ktoś wbił mu nóż prosto w serce. Widok, który zastał, był tak oszałamiający, że przestał oddychać. Z jego ust poleciała długa wiązanka głośnych przekleństw, a głowa zdawała się eksplodować. Zaczął pędzić przed siebie w stronę dwójki osób i głośno oddychać.
Po prostu nie wierzył. Gdy całująca się para usłyszała jego sapanie, odkleiła się od siebie. Chłopak patrzył na niego mściwie rozwierając usta w szyderczym uśmiechu. Dziewczyna nie bardzo wiedziała, o co chodzi i zaczęła coś szeptać. Po chwili blady i piegowaty rudzielec przykleił się z powrotem do czarnowłosej hinduski. Harry przetarł oczy. Niemożliwe. Ronald Weasley ponownie znalazł sobie naiwną dziewczynę. Ponownie zatapiał się w ustach innych, niż było mu to dozwolone. Parvati Patil. No tak.
Patil była uczciwą dziewczyną. Nigdy nie zrobiła by nic przeciw czyjemuś związkowi. Po prostu nie była świadoma tego wszystkiego. Nie wiedziała, że Ron jest taki. Biedna.
- Nie rób tego, Parvati, błagam-ryknął Potter.-On tylko wyrządza krzywdę. Swoje wszystkie dziewczyny oszukuje-jęczał.
- Harry?-czarownica oderwała się od Weasleya.-Ron?
- Nie wierz mu! On jest głupi!-warknął rudy próbując przycisnąć Parvati znów do siebie.
- Ronald-szepnęła.-To był twój przyjaciel. Nie powiedziałby na ciebie złego słowa bez powodu. Musi być jakiś powód. Powód! Powód! Jaki jest powód, Harry?
- Weasley na początku roku szkolnego zawarł związek z Hermioną Granger. Zapewniałem się, że dziewczyna jest nie dla mnie, by nie zepsuć ich związku. Jednak niedługo potem, gdy zaczął się drugi semestr, bidula złapała go, jak całuje się z Luną. Niedawno przepraszał Mionę, a gdy go odrzuciła, widziałem go liżącego się znów z Lovegood. Tym razem widzę tego parszywego gnojka z tobą-wyjaśniał pospiesznie czarodziej.-Nie chcę, żebyś ty ucierpiała, tak jak reszta.
Harry wybiegł z pokoju wspólnego Gryfonów i przemknął się korytarzem dalej. Słychać było krzyk Patil i błagania Weasleya.
Nagle wpadł na nią. Granger szła spokojnie korytarzem. Była cała i zdrowa. Nawet nie była ubrudzona.
- H-hermiono...-jęknął.
Dziewczyna spojrzała na niego chłodnym wzrokiem.
Nie wiedział, co robi. Chwycił ją za ręce i zaczął całować. O nie, o nie, o nie. Jak mógł do tego doprowadzić. Gryfoni już zaczęli o nim gadać, teraz reszta zacznie.
Czarownica nie straciła zdrowego rozsądku. Nie miała ochoty ani czasu na lizanie się z tym kolesiem. W sumie, to miała ochotę, ale nie chciała tego pokazać. Cały czas myślała o jego bezsensownej gadce. Odepchnęła go tak mocno, że przewrócił się na podłogę.
- Harry Potterze, nigdy bym nie pomyślała, że jesteś taką ciotą-uśmiechnęła się i weszła do łazienki, która znajdowała się obok.
Harry nie wiedział, co ma powiedzieć. Serce waliło mu jak oszalałe. Siedział na podłodze i wpatrywał się w przestrzeń.
Rzucił jakieś przekleństwo pod nosem.
Nad jego głową zawisł zadowolony Irytek.
- Mogę na ciebie mówić "ciocia"?-zarechotał Poltergeist.
- Spadaj, ty głupi, dwulicowy...-ryknął Potter.
Miotał przekleństwami na prawo i lewo. Oczy go piekły, stawały się coraz bardziej mokre i coraz mniej widział.
Przeklinanie na duszka niewiele mu pomogło. Krzyczał tak głośno, że uczniowie patrzyli na niego z politowaniem. Wkrótce zjawili się i pierwsi nauczyciele.
- Co ty wyprawiasz, Potter?!-wrzasnął Snape patrząc pełnymi nienawiści oczyma w stronę chłopaka. Szedł coraz szybciej w jego stronę.-Jakbym mógł...
- Panie Potter!-oburzyła się Minerva McGonagall.-Przestań! Natychmiast!
- Boże złoty...-profesor Sprout wytrzeszczyła oczy.-Cóż się dzieje z tą młodzieżą?
- Czy uczniowie niestabilni emocjonalnie powinni mieć wstęp do szkoły?-jęknął pan Flitwick.
- Cisza! Proszę się rozejść!-rozbrzmiał głos z daleka.
Wszyscy popatrzyli w tę stronę. Albus Dumbledore szedł szybkim krokiem w ich stronę.
- Uczniowie do dormitoriów! Nie uważacie, że zbyt duży tu tłok?-zawołał.-Co się dzieje?-spytał, gdy uczniowie stojący najbliżej odeszli.
- Dyrektorze!-warknął Severus.-Potter zachowuje się nagannie.
- Nie przesadzaj, Severusie-rzekłą profesor McGonagall.-Harry po prostu narobił trochę zamieszania...
- No właśnie!-ryknął mężczyzna.-Zwabił wszystkich uczniów, narobił zamieszania i z pewnością zasługuje na odjęcie punktów jego domowi.
- Snape, to ja jestem odpowie...-zaczęła nauczycielka.
- Taka jest dzisiejsza młodzież, dziwne to doprawdy-mruknęła pani Pomona.
- Skoro taka ma być młodzież, to odjęcie punktów zrobi bardzo dobrze!
- Wydaje mi się, że pana Pottera trzeba oddać do Skrzydła Szpitalnego. Poppy zajmie się nim należycie-orzekł profesor Flitwick.
- Cholibka!-krzyknął Hagrid, który pojawił się tam znikąd.-Co się stało Harry'emu?
- Och, przestańcie wreszcie!-jęknął Dumbledore.-To ja podejmę decyzję-otrzepał swoją tiarę i spojrzał na nich.-Przestańcie się już tak patrzeć. Przecież lekcje już się skończyły, nie musicie tu wszyscy stać. Ja załatwię tą sprawę z Harry'm.
- Dyrektorze, nawet pan nie wie, co się stało...-jęknął Snape.
- Przestań, Severusie. Sam wiem, co robię.
I bez jakichkolwiek wiadomości poszedł w stronę, gdzie przed chwilą jeszcze siedział Potter. Nie zastał go tam. Podczas ich dyskusji uciekł gdzieś indziej. Albus westchnął ciężko. Księżyc świecił na zewnątrz. Poszedł dalej. Przemierzał korytarz coraz szybciej.
Usłyszał cichy szloch i ledwo słyszalny głos.
- Ja wiem, że nie powinnam się wściekać...
- Przecież wiesz, że ja cię nie winię, przestań płakać.
- Zachowałam się podle przecież...
- No i co z tego? Są wzloty i upadki. Przestań płakać.
- Nie pieprz. Wracaj do dormitorium, jeszcze ktoś cię złapie.
- Nie pójdę, póki ci tego nie wyjaśnię. Przestań płakać.
- Zbyt naciskasz, ty nie możesz sobie po prostu mi rozkazywać.
- Nie chcę ci rozkazywać. Nie płacz już. Kocham cię.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz