sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 5: Nie w porządku


Dyrektor stał oszołomiony na korytarzu. Nie wiedział co ma zrobić. Regulamin szkoły zakazywał...
Dumbledore ruszył przed siebie. Zazwyczaj miał przygotowane kwestie i przemowy. Teraz improwizacja.
Ściszone głosy słychać było coraz mniej. Gdy wbiegł tam, tylko przez ułamek sekundy zobaczył czarne szaty. Nagle znikły gdzieś. Usłyszał czyjeś kroki, jednak udał, że nie usłyszał nic podejrzanego.
<...>
Słychać było czyjś oddech. Harry zatkał Hermionie usta ręką. Nie wiedział, co zrobić. Ktoś podsłuchał ich rozmowy, a teraz tu czeka. Jak zniknąć i udać, że ich tam nie było?
Nagle znikąd pojawił się Ronald Weasley. Podbiegł do nich, wyciągnął różdżkę i wyszeptał coś pod nosem. Hermiona poczuła dreszcz.
-Zwiewać-mruknął rudzielec.
Po chwili "biegli bezszelestnie" po schodach. Dumbledore-bo to jego spotkali-wydawał się niczego nie zauważyć.
Nikt nie zwrócił na nich uwagi, mimo głośnego tupania, nawet na schodach. Widząc większą liczbę osób czekali na odejście kilku z nich. Utrzymanie się w zwartej grupie było trudne, jednak musieli trzymać się za ręce, by zaklęcie Rona działało.
Zbliżali się do łazienki Jęczącej Marty. Ron uchylił drzwi lekko i wśliznął się do środka, ciągnąc ich za sobą. Wreszcie mogli się puścić. Hermiona wytarła do szaty rękę patrząc podejrzliwie na Weasleya. Harry dziwnie spoglądał na własną dłoń przez dłuższy czas. Dopiero po pewnym czasie przeniósł wzrok na dawnego przyjaciela. Ronald stał tyłem do nich. Skrzyżował ręce na piersiach i-jak im się wydawało-patrzył w podłogę.
Nagle pojawiła się ona. Wszechpotężna gospodyni łazienki. Marta. Jęcząca Marta.
- Po co żeście przyleźli?-zaszlochała.-Żeby gnębić mnie i jego?-wskazała na rudego.
- Przyszliśmy się schować, Marto-warknął poirytowany Ron.
- Zagrozili ci śmiercią?!-krzyknęła na cały głos.-Powiedzieli, że jeśli wygadasz się, zastosują...-przełknęła głośno ślinę.-Avadę Kedavrę?
- Zamknij się-pisnął.
- Zgrywasz przed nimi odważnego... prawda?-mruczała, coraz bardziej zbliżając się do niego.-Żeby zrozumieć, że strach nie jest zły, potrzebujesz... miłości...
- Marto?
- Moja miłość może się umocnić, kochany.
Ron z przerażeniem patrzył na ducha. I-o dziwo-nie dlatego, że był to duch.
Hermiona wpatrywała się w tę scenę z pogardą. Coraz bardziej rosła w niej nienawiść. Miała wrażenie, że eksploduje.
To działo się w ciągu dwóch sekund. Przybliżyła się do Harry'ego mimo, że ręce jej drżały, nogi odmawiały posłuszeństwa, a głowa nie pracowała w ogóle. Chwyciła go za szatę i szarpnęła do siebie. Ich usta spotkały się niespodziewanie. Przynajmniej niespodzianką było to dla Harry'ego.
Zaczęła szybko, ale nie była w stanie przestać. Miała wrażenie, że to nie do końca w porządku, ale nie chciała tego kończyć.
To się ciągnęło dalej, jej wyobraźnia przeistaczała chwile w godziny. Zaburzony rytm serca, szybki oddech.
<...>
Harry ze szczęściem tulił do siebie Hermionę. Nie wiedział, co ma robić. Ron wpatrywał się w nich ze złością, ale... stop, stop, stop. Czy Hermiona nie zrobiła tego tylko i wyłącznie dlatego, że chciała zrobić wrażenie na Weasleyu? Z oczu "bliznowatego" zaczęły ciec łzy. Wypełniała go wściekłość, jednak nie był w stanie przestać całować dziewczyny. Coraz bardziej zacieśniał uścisk. Hermiona też nie wyrażała jakichkolwiek chęci zaprzestania.
- H-hermiono-usłyszeli nagle płaczliwy głos.-Ja wiem, że źle zrobiłem-łkał Ron.-I wiem, że nie będziemy razem. Ale pozwól mi tylko na choć trochę kontaktu z tobą. Normalnego kontaktu.
Trzymali się dalej siebie, jednak skończyli całowanie. Oboje zamknęli oczy i pochylili głowy w dół. Nim rozbrzmiał głos, minęło z pół minuty.
- Nie zasługujesz nawet na najmniejszą ilość mojego szacunku.
- Błagam cię, uratowałem ci dupę i w zamian tej dupy chcę!-warknął.
- Ty dupku!-ryknął Harry.-Jak śmiesz?
- Nie powtarzajmy tyle razy słowa "dupa", bo Ron przyjdzie-warknęła dziewczyna i szarpnęła bliznowatego za rękaw.-Idziemy. Dziękujemy za pomoc, ale i bez ciebie dalibyśmy sobie radę.
Wyszli z łazienki szybkim krokiem. Harry puścił wściekłe spojrzenie na rudego. Jeszcze nigdy nie widział go w tak okropnym stanie. Histeria, płacz? Zasłużył na to. Sam to sobie zgotował.
Przemierzali korytarz, jednak nie do końca wiedzieli, gdzie jest ich cel. Przeszli kilka razy schodami, zeszli na dziedziniec i nagle zatrzymali się. Spojrzeli na gwieździste niebo, potem na siebie... Hermionie serce zabiło. Nagle Harry chwycił ją za rękę i pociągnął.
Sporo przeszli, zanim znaleźli się wysoko na Wieży Północnej. Dziewczyna wbiła wzrok w podłogę. To jest oszukiwanie. Zrobiła to przez Weasleya. Musi mu to powiedzieć. Nie może oszukiwać przyjaciela. Nie obchodziło jej, że Harry popadnie w friendzone czy coś. Po prostu musi mu powiedzieć prawdę.
- Harry-mruknęła.
- Wiem.
Nastąpiła przerażająca cisza. Cisza, jaka była gorsza od tej w Zakazanym Lesie, od tej w Komnacie Tajemnic... Po prostu pustka.
- Nie powinnam.
- Czego?
- Harry.
- Cała się trzęsiesz-stwierdził i przytulił dziewczynę do siebie.-Mionka, jestem przy tobie i cię kocham. Wszystko będzie dobrze, wszystko się ułoży. Błagam, nie trzęś...
- No i co CIEBIE obchodzi, czy się trzęsę czy nie?!-ryknęła.-Co MNIE obchodzi, że tu jesteś, wielki Harry Potterze? Nic nie będzie dobrze, nic! Nie chcę!
Harry stał nieruchomo i patrzył, jak dziewczyna ucieka. Tego się spodziewał. Był zły na nią, na siebie, na świat. Wiedział, że dziewczyna tak naprawdę chce Rona, jednak jest wściekła.
Szedł powoli do dormitorium.