czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 1: Żyć w ten sposób to jak żyć bez celu

Hej! Na wstępie chciałabym podziękować za dobrą radę pod prologiem! Już wiem, jak ulepszyć post i uczynić go bardziej przejrzystym :) Dziękuję za pozytywne komentarze! Zapraszam na pierwszy rozdział!


Hermiona codziennie rano wstawała z opuchniętymi oczyma. Wstawała i płakała, nic nie było wstanie powstrzymać łez, jakie codziennie wylewała. Noce były bowiem najgorsze, a rankiem nic już nie pamiętała, tylko okropne sny, które przedstawiały jego. Dzięki temu jednak uodporniła się i całymi dniami obmyślała plany, myślała, jak się zemścić, myślała, jak mu pokazać swoje uczucia.Zaczynała się przyzwyczajać do tego wszystkiego, do bezsensownego życia, jakie ją czekało już zawsze bez Rona. Otrzymała straszną wiadomość-McGonagall pewnego dnia zawołała panią prefekt do swego gabinetu. Była przerażona stanem uczennicy, dziwiła się spadem wyników prymuski.
- Panno Granger, proszę usiąść-spojrzała na nią współczująco.
Hermiona już wiedziała, o co chodzi, trzęsła się ze strachu i zimna. Okno gabinetu było otwarte, a na zewnątrz panował mróz.
- A więc, Granger-zaczęła McGonagall wolno.-Z ostatniego testu powtórzeniowego z transmutacji miałaś tylko 60%,a skoro to powtórka, z takimi umiejętnościami mogłabyś mieć nawet sto. Dlaczego?
- Ale to nie jest sprawiedliwe!-krzyknęła dziewczyna.-Weasley może mieć 20% i co? Nic mu pani nie mówi! A poza tym mam prawo do błędów!
- Weasley to Weasley, sympatyczny, ale tępy. Ty masz możliwości! Błędów się nie powtarza, Granger-kobieta zaczęła mówić głośniej.-A skoro już mowa o dwudziestu procentach, to co powiesz mi o egzaminie praktycznym z zielarstwa?
- Profesor Sprout nie mówiła wyraźnie, nie słyszałam co mam robić!-uniosła się Hermiona.-Niech pani skończy to przesłuchanie!
- Nie podnoś na mnie głosu, albo dzięki tobie ucierpi cały Gryffindor. To ja decyduję o tym, kiedy kończymy rozmowę. Rozumiem, że profesor Snape także nie mówił na tyle wyraźnie, żeby go słuchać-mruknęła kobieta.-Jak i również pani Umbridge. Mam rację, Granger?
- Błagam, niech mnie pani nie torturuje!-jęknęła uczennica.-Po prostu mam cięższe dni i nie potrafię się skupić na tym wszystkim! Mam dość tego, że jeśli nie jestem idealna, wzywa mnie pani! A za wysokie wyniki co? Zero pochwał! Nie jestem maszyną do tworzenia dobrej średniej całemu domowi! Nie jestem, wie pani? Wydaje mi się, że nie!-z oczu Hermiony poleciały pierwsze łzy. Nie były łzami smutku. Płynęły szybko i natarczywie. Łzy złości. Łzy przegranej.
- Panno Granger-westchnęła McGonagall nadzwyczaj spokojnie.-Co się stało? Co jest na tyle strasznym wydarzeniem, byś tak się zmieniała? Co jest tak ważne, byś zmieniła się z cichej i mądrej dziewczyny w pyskatą i niegrzeczną smarkulę?-w tych współczujących słowach nauczycielki słychać było ostry ton.
- On się się stał!-krzyknęła dziewczyna.-On, ten głupek! Ten tępy i niezaradny Weasley!
- Hermiono, powiedz mi, co się dzieje. Żyć w ten sposób to jak żyć bez celu. Nic nie osiągniesz bez wsparcia, które próbuję ci dać!
Hermiona wstała i wybiegła na korytarz. Z jej oczu łzy leciały bardziej, niż kiedykolwiek po tym, jak zostawił ją Ronald. Wbiegła do damskiej toalety i tym samym wstrzymała śmiech dziewcząt przesiadujących tam niemal zawsze. Obie, Millicenta i Pancy, zamarły w ciszy i słuchały pociągania nosem Hermiony dochodzącego z kabiny. Zaczęły chichotać i parskać jak ubawione do reszty źrebaki, co jeszcze bardziej wstrząsnęło dziewczyną.
-Hej, Mionusiu!-kpiła Millicenta, stojąc pod kabiną.-Co to, Ronald cię zostawił? Smutne. Ale było wiadomo, że prędzej czy później to zrobi. Która jest jego nową? Ach tak, Lovegood. Ona to ładna jest. Rozrywkowa, nie to, co niektóre dziewczyny.
Hermiona próbowała otworzyć drzwi, jednak okazało się, że Bulstrode przytrzymuje je.
- Odsuń się, głupia grubasko! Sprawia ci to radość? Nie jesteś ani ładna, ani mądra, więc nie masz nic do powiedzenia!-ryknęła wściekła Gryfonka.
- Ojej, bunt? Nieładnie!-Pansy wyraźnie dusiła się ze śmiechu.-Myślisz, że cię wypuścimy? Mylisz się, naiwniaczko, grubo się mylisz.
Hermiona nie wytrzymała. Kopnęła w drzwi z całej siły i otworzyła torbę w poszukiwaniu różdżki. Kiedy wreszcie doszukała się jej, zamknęła drzwi na klucz, stanęła na toalecie i jedną nogę położyła na klamce drzwi kabiny. Usiadła na futrynę jedną nogę dalej trzymając na klamce. Wycelowała różdżkę w Millicentę. Obie od razu cofnęły się od niej z przerażeniem w oczach.
- Pansy, wyciągaj różdżkę, szybko! Pansy!-wielka Ślizgonka schowała się za przyjaciółkę.
Dziewczyna w pośpiechu wyciągnęła różdżkę i skierowała ją w stronę Hermiony.
- Levicorpus!-jęknęła szybko zapłakana "prymuska" przypominając sobie ostatnie lekcje zaklęć. Z jej różdżki, prosto w nową ofiarę-Pansy, wystrzeliła smuga światła, jednak zwinna dziewczyna zrobiła unik i Hermiona była zgubiona. Wstrząśnięta porażką i nieudanym zaklęciem nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Wystraszona położyła drugą nogę na klamce w celu zejścia z dotychczasowej miejscówki. Nagle w jej uszach zabrzmiał gruby głos Millicenty.
- Alohomora!
Rozległ się krzyk. Hermiona poczuła, jak jej noga zjeżdża z klamki i drzwi się otwierają. Ostatnią rzeczą, jaką usłyszała, był śmiech Ślizgonek. Rozległ się trzask i Hermiona leżała na podłodze, z krwawiącą już głową na twardych i zimnych kafelkach.
A pierwsze słowa, jakie usłyszała po wybudzeniu, brzmiały okropnie. To było skrzydło szpitalne.
- To twoja wina, palancie! Ona to zrobiła przez ciebie.
- Nie pieprz! Zajmij się sobą!
- Wyjdź stąd, ona i tak ci nie wybaczy!

sobota, 25 kwietnia 2015

Prolog

- Ty świnio! Oszuście! Kłamco!-dziewczyna nie potrafiła wydusić z siebie więcej, nie potrafiła mówić przez łzy. Trzasnęła drzwiami dormitorium dziewcząt i opadła na łóżko.
- Hermiona, błagam.-Ron stał przed zamkniętymi drzwiami. Między jego sztucznie czułymi słowami słychać było ciche przekleństwa.
Hermiona tylko czekała, aż otworzy drzwi. Nie mógłby tam wejść, ale z chęcią patrzeć na jej ból przez próg-owszem. Chciała tylko pochwycić najcięższy z podręczników do eliksirów i rzucić nim prosto w Rona. Czuła pustkę. Pustkę, pustkę, pustkę. Jakby ktoś wyciągnął z niej wszystkie uczucia. Jakby ten cały Weasley owinął ją wokół palca i przejął wszystko, co dobre. Bicie serca. Gdzie ono jest? Uciekło razem z tym łajdakiem. Najwyraźniej też kłamało. A Harry? On jej powiedział, że ją kocha. A ona była taka głupia. Mówiła „nie”, by być z Ronem, który nigdy nie powiedział jej „KOCHAM”. Dziewczyna dławiła się łzami. Do jej uszu dobiegły przekleństwa zza drzwi, a potem...
- Jak ty mogłeś?! Ona ci ufała! Łajdaku!
- A ty co? Zostawiłeś moją siostrę tylko po to, żeby się przystawiać do Hermiony, tylko i wyłącznie, żeby nam przeszkodzić!-odparował Weasley.
- Chociaż byłem szczery! Kocham Hermionę, myślałem, że się nią zaopiekujesz i pogodziłem się z tym, że nie jest ze mną. Nie to, co ty! Tej wspaniałej Lovegood się zachciało! Wiedziałem, że nie chcę być z Ginny, więc jej to powiedziałem. Ty nie potrafiłeś, tchórzu!
- Opanuj się, głupi okularniku.
- Na nic więcej cię nie stać? Na nic? Bronię tego, co w moim życiu najważniejsze, a nie porzucam byle gdzie!-odgryzł się Harry.
- Odwal się!-ryknął Ron w niepokonalnej furii.